Nagie teraz. Widzieć tak, jak widzą mistycy

Autor: Richard Rohr
Przekład: Wojciech Drążek CMM
Wydawnictwo Charaktery
Kielce 2014
Liczba stron: 192


Cytat z książki
Wielu z nas, włączając duchownych, chce mieć niepodważalne rozstrzygnięcia bez modlitwy, szczerych studiów, cierpienia, oczekiwania czy drogi wewnętrznej. (s. 157)
           


Rozmawiałam z dwiema osobami, które czytały Nagie teraz przede mną. Jedna powiedziała, że książka napisana jest językiem łatwym i przystępnym, a druga, że to lektura trudna, choć owego trudu warta. Mnie było łatwo-trudno, a momentami trudno-łatwo, pokonywać kolejne strony zapisane naprawdę treściwą treścią. Można rzec: „niedualnie” odebrałam tę książkę. To chyba dobrze, bo ów nie-dualizm to słowo klucz dla zrozumienia tego, co autor chce przekazać czytelnikowi.
Wielokrotnie w trakcie lektury zastanawiałam się czy ta książka bardziej kontrowersyjna byłaby dla pewnego swych racji ateisty czy dla równie pewnego swych przekonań katolika. I mówiąc szczerze nie wiem… Może nawet doszliby do porozumienia i zgodnie stwierdzili, że „tego po prostu się nie da czytać’!
Mnie paradoksalnie (na marginesie: „paradoks” to kolejne słowo klucz książki) ten typ zadeklarowanego przeciwnika wiary w Boga zachęcił do kupna książki. Obserwowałam ze zdumieniem dyskusję jaka toczyła się na FB, gdy Wydawnictwo Charaktery promowało Nagie teraz. Dokładnie tak, jak pisze autor, z zadziwieniem myślałam jak jest, że „ludzie, którzy nienawidzą religii, atakują ją z takim samym dogmatyzmem, jaki ich od religii odrzuca”.
 Było jasne, że książki nie znali, ale zareagowali żywo na to, że świeckie wydawnictwo promuje książkę, której autor jest franiszkanem i śmie pisać o Bogu. Ech, gdyby dali sobie (tak – sobie) szansę i przeczytali, co Richard Rohr ma do powiedzenia, mogliby się zdziwić…
Ale, jak napisałam, i dla osoby opowiadającej się za systemem religijnym autora może być to lektura budząca sprzeciw. Będzie tak dla czytelnika, którego religijność opiera się o  system zasad, których należy przestrzegać i na tym jego rozumienie wymagań wiary się kończy, który nie dostrzega, że, jak pięknie pisał ksiądz Twardowski, „wszyscy jesteśmy w kratkę”, a nie tylko czarni czy biali. Człowieka wiary opartej na lęku ta książka może naprawdę przestraszyć, a z tego przestrachu nawet oburzyć. Autor śmiało korzysta z tzw. duchowości wschodu, a już samo to może być trudne dla niektórych do przyjęcia. Poza tym jeszcze bardziej śmiało krytykuje on religijność zrytualizowaną, odtwórczą, pozbawioną refleksji, elementu kontemplacyjnego. Uff, taka lektura to niezły rachunek sumienia!
Już po przeczytaniu kilku pierwszych stron wiedziałam, że Nagie teraz jest dla mnie. Dokładnie podpisuję się pod tym, co o sobie pisze autor: „jestem konserwatywny, jeśli chodzi o wartości, i liberalny, jeśli chodzi o sposób działania”. Bardzo jest mi to bliskie. Jeśli dołączyć do tego moje osobiste Nagie Teraz, kompletne rozbicie dualistycznego myślenia, jakiego teraz doświadczam, to na lepszą książkę nie mogłam trafić. Kiedy ją kupowałam, nie wiedziałam jak bardzo mi się przyda…
Może mogłaby pomóc jeszcze komuś, dlatego o niej piszę. Żeby się dłużej nie mądrować zacytuję fragment z okładki, w czym książka może pomóc. Otóż pomaga: rozbudzić pragnienie Boga, uwolnić się od lęków, odnaleźć kontakt z radością, przemieniać siebie i inspirować innych, żyć pełną świadomością Nagiego Teraz.

Puk puk! Jest tu ktoś kto chce być OBECNY w swoim życiu?
P.S. Dodam jeszcze, może dla uspokojenia niektórych czytelników, że już w następnym wpisie wrócę do „zwykłego psychologizowania”. Choć nie przekonuje mnie teza o konieczności oddzielania psychologii od duchowości, a nawet jestem przekonana, że psychika bez sfery duchowej zionie pustką i zwyczajną nudą, to daleka jestem od pomysłu, że mój „sposób na duchowość” jest jedyną słuszną prawdą, którą inni najlepiej żeby skopiowali, bo nic lepszego nie wymyślą.  Hmmm… to co teraz napisałam też dokładnie wpisuje się w klimat Nagiego teraz. Dialog i jeszcze raz dialog! Mam nadzieję, że to, co piszę na tym blogu jest i dla Was zachętą do dialogu. Gdybym odjechała w monologowanie, koniecznie dajcie znać!

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn

8 odpowiedzi

  1. Zdaje się, że mi zeżarło komentarz :/ A pisałam o tym, że chyba niewiele zrozumiałam z tego, co piszesz, bo wciąż zadaje sobie pytanie 'kurde, o czym w ogóle jest ta książka!?!' …może to dobrze, bo zaintrygowana mam zamiar po nią sięgnąć.

  2. No fakt! Niewiele napisałam o samej treści książki, bo nie jest to łatwe… Nie jest łatwo opisać Nagie Teraz, drogę do bycia obecnym. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać tylko tyle, że dla mnie mogło być zupełnie o czym innym niż będzie dla Ciebie 🙂
    A, tak teraz pomyślałam, że pewną podpowiedzią mogłoby być określenie tematyki jako czegoś na kształt chrześcijańskiego mindfulness, choć jest to jednak uproszczenie.

  3. takie coś w rodzaju obecności dla Boga? dla Boga w drugim człowieku?
    Bo ja też grzebię w tym temacie i czasem sobie myślę, że to jest owo trwanie w Jezusie, o które prosił u św Jana. Że to jest ta kontemplacja. o której tyle pisała Teresa Wielka i Jan od Krzyża a po nich wszyscy karmelitanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

On Key

Related Posts

Co chce Ci powiedzieć depresja?

  Depresja… Czy można zrozumieć depresję? Już samo to słowo niesie jakiś ciężar. To wciąż bywa temat ukryty, nienazwany, czasem noszony przez lata… Wiele takich

Pełnia życia kobiety

Od ładnych już paru lat pracuję z kobietami. Nieustannie spotykam się z kobiecym poszukiwaniem głębi, wartości życia.  Dotykamy tego w psychoterapii, dyskutujemy na warsztatach, grupach

Zapisz się na newsletter i odbierz prezent - "7 wskazówek jak dobrze żyć"

* Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowych artykułach, produktach, usługach firmy Katarzyna Dobryniewska (NIP 766 166 56 39). Zgodę można w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności.